A było to w liceum i prowadziłem Kretowi, Litwinowi, Cygisowi i Kucowi. Potem pojechałem na studia i postacie moich kolegów nie doprowadziły sprawy do końca. Kampania jednak trwała. Wkrótce poznałem Marasa, Cyana i Zaka. Cóż to były za scenariusze. Wkroczyli oni do doskonale mi znanego świata. Odwiedzali czasami nawet te same lokacje co moi koledzy z LO. Potem się przeprowadziłem i ponownie grupa się rozsypała. Kampania jednak nie musiała długo czekać. Bulkers, Marcin i Gniewo pociągnęli ją w 2 turach. Najpierw zapoznali się ze światem w jednostrzałówkach a potem dostali postacie które mogły coś zmienić w tym świecie i zakończyć kampanię. Nie udało się. Utneli w środku wojny. Obecnie prowadzę kolejnej drużynie. Elizabeth, Deed, Patryk, Witt i Garret. Nie łudzę się już, że oni zakończą kampanię. Zakończą jakiś jej aaspekt. Świat się rozrósł. Mam w głowie dziesiątki lokacji i wiele sytuacji zdarzeń. Świat ma tło. Grupa osósb nie jest w stanie rozwiązać wszystkich problemów: politycznych, frontowych, wojskowych, społecznych, obyczajowych, magicznych, religijnych... A mój świat ma ich bardzo dużo.
Kret i ekipa grali tradycyjnymi poszukiwaczami przygód.
Marasa i reszta grali wojskowymi.
Bulkers i pozostali grali postaciami specjalnymi (magicznymi).
Elizabeth i jej ludzie grają szlachtą.
NP: wszystkich informowałem o tym że druidzi zniknęli (wymyśliłem to zanim pojawiła się druga edycja! Bulkers mi świadkiem). Żadna z drużyn sie tym jednak nie zajęła. A tym kawałku świata drzemie całkiem fajna kamapania