Mam chyba problem z wyświetlaniem tego bloga.
Zastanawiam się nad własną domeną i własnym serwerem.
Zupełnie się jedna na tym nie znam.
Chętnie skorzystam z waszych porad i pomocy.
Tylko RPG!
No tego to chyba jeszcze nie było.
Mam zamiar przetestować nowe technologie. Dzisiaj wieczorem zasiąde do moego biórka i bedę robił to co zaplanowałe: mapkę zajazdu na sesję RPG oraz malował figurkę małpy. No w tym akurat nie ma nic niezwykłego.
Tym razem jednak towarzyszyć będzie mi kamerka wycelowana w to co robię. Z kamerki po kabelku polecą obrazy do moego komputera. Tam skrętką do huba i do gniazdka telefonu. A potem to już nie wiem jak ale pojawią się na waszych monitorach.
To mój pierwszy raz więc wybaczcie za ewentualne problemy i przerwy w programie.
Start godzina 18-ta.
Tymczasem zostawiam was z obrazem mojej pracowni:


Rodzina:Gracz opisał swój background zgodnie z poleceniem. Kilkakrotnie wspomniał o swojej postaci (co jest nie do uniknięcia) ale zasadniczo wyszło rewelacyjnie. Nie opisywał nic co się działo po swoim wieku młodzieńczym więc dał mi wolną rękę.
Matka Mitsi,
Tancerka, chiromantka, kurtyzana
Większość z jej dzieci nawet nie wiedziało kim jest ta kobieta, ona
sama nie wie ile dzieci wydala na świat. Była jak zwierzę, jej
potomstwo można znaleźć w nie jednej osadzie Starego Świata. Niektóre
szczególnie te silniejsze zostały przygarniane na jakiś czas by później
z zyskiem się ich pozbyć. Wędrujący tabor witał do różnych miejsc
większych i mniejszych, gdzie zawsze znalazł się jakiś nowy kochanek.
Ojciec Gregor
Wysoki postawny i gruboskórny mężczyzna. Woźnica i przewodnik
taboru. Wąsacz nie jedno przeżył w swym życiu. Gregor rzadko kiedy był
zachwycony ze swoich dzieci (może dlatego że miał problemy z
rozpoznaniem które sa jego?). Lał je wszystkie przy każdej okazji.
-Nauczę cię jak postępować ze śmieciami, masz szczęście że stara cię tak broni bo był byś już martwy, albo sprzedany
Babka Ulkira
Stara wróżbitka, wieszczka mająca sny. Lubia dzieci, surowa w
wychowaniu, trzymająca się tradycji. Stara Ulrika umiała pewne sztuczki
zdmuchiwanie i zapalanie świec z oddali, płoszenie koni wzrokiem, albo
wchodzenie do wozu z deszczu całkiem suchutkim.
Była pewna sytuacja kiedy trzeba było szybko uciekać…to była mała
dziura „Wisterwick” czy jakoś tak, pech chciał że przechodził tamtędy
inkwizytor. Nie było czasu do namysłu jego psy były coraz bliżej. Magda
która kiedyś już zapłaciła za jednego ze szczeniaków Mitsi tym bardziej
ucieszyła się kiedy los przyniósł jej kolejne dzicko i to za darmo.
-Zabraniam ci Gregor, nie sprzedaż tego szczeniaka, on ma darrh! A wiesz co mówi tradycja!!
Magda Zielarka
Wychudzona kobieta, o długich prostych włosach z wytrzeszczonymi
wiecznie oczami. Magda już miała jednego lorbasa od Mitsi – dziewczynkę
Katię. Teraz służkę i pomocnicę Magdy. Katia była bardzo ładna czysta
cera, rumieniec na policzkach, długie blond włosy zawsze uczesane i
umyte. Pachniała jaśminem. Pączek był jak znalazł na pomagiera męża
Magdy – wolfganga raczej milczącego posępnego chłopa. Często
szwendającego się po lesie, kłusującego i śmierdzącego zawsze wilgotną
sierścią zwierząt. Wolfgang lubił się upijać i przesiadywać przy
ognisku. Często kazał Katii aby mu wtedy masowała stopy.
Katia wykorzystała obecność "nowego", w końcu to ona była od kogoś wyżej, ktoś jej słuchał i ktoś był jej biletem ku wolności.
-Wolfgang nie ma naszego jedzenia, i siekierka gdzieś zniknęla!!! Katia !! Pączek!! Gdzie te cholery??!!
Nowa rodzina:
Brics wiedział dokładnie co myśli jego pan , wiedział co ma zrobić
a czego nie. Kiedy siedzieć cicho a kiedy ujadać i szczekać na ludzi
lub do księzyca. Choć nie ielki ale bardzo zajadły a co najwazniejsze
usłuchany. Kundel w czarno białe łaty cieszył się machając ogonem kiedy
czuł że pan ma coś dla niego, czy to przyniesione z lasu czy prosto z
kogos obory lub ziemianki, zawsze było pyszne. Teraz kiedy ta kobieta –
Katia odeszła mógł dostawać te grube kawałki które zawsze mu zabierała.
-Chodź Brics sprawdzimy co jest w tej starej opuszczonej chałupie, może jakieś grube połcie mięsa
Richard von Falkenstein
DZIADEK
Dziadek Richarda, hrabia Cedryk von Falkenstein, głowa wielkiego rodu
magnatów Wissenlandu, którego włości obejmowały kilka kopalni w Górach
Szarych, kilkanaście wiosek na pogórzu oraz miasto i zamek Falkenstein,
powiernik topora „Dammerung” (wykutego w Praag w czasach Magnusa
Pobożnego, w podzięce dla pradziada Cedryka, który mężnie stawał
przeciw hordom Chaosu), marszałek polny Wolnego Miasta Nuln, kuzyn rodu
von Wittenbachów, wsławiony wyprawą do Sylvanii przeciw wampirzemu
rodowi von Karsteinów oraz wieloma rajdami gromiącymi orki w Czarnych
Górach, dwukrotnie żonaty, ojciec czterech synów i dwóch córek udatnie
wydanych za mąż… Ów Cedryk von Falkenstein skończył bardzo źle.
W wieku lat 55, wciąż będąc mężem silnym i przytomnym, okrył się
wpierw infamią (z woli Wielkiego Teogonisty) to jest utratą czci,
zakazem sprawowania funkcji urzędniczej, oraz częściowym wyjęciem spod
prawa. W Wissenlandzie oznaczało to również banicję do Księstw
Granicznych.
Przyczyny upadku tak znaczącego, trzeciego w Wissenlandzie a
dziesiątego w całym Imperium, nie są do końca jasne. Hrabia Cedryk
obwiniał za to nienawiść rodu von Liebowitz do Falkensteinów (wówczas
to Liebowitzowie przejęli twardą ręką władzę w Nuln odsuwając w cień
Wittenbachów). Wiadomym było, że Teogonista i sam cesarz sprzyjali
Liebowitzom, a buta Falkensteinów przez lata zapewniła im wielu wrogów.
Pod uwagę można wziąć także zubożenie rodu Falkensteinów, których
kopalnie srebra i złota przestały przynosić zyski (to wówczas ukuło się
powiedzenie „Nie ma złota w Szarych Górach, za to łajna trolli całe
mnóstwo” i chłopskie bunty na południu Wissenlandu. Nikt wszak nie może
dać wiary szeptanym plotkom, że hrabia Cedryk przywiózł z Sylvanii,
poza ubogimi dość łupami, żonę parającą się czarną magią (piękną Ingrid
von Zarovitch) i klatwę wilkołactwa…
A może to kradzież (czy na pewno?) topora Dammerung – niemalże
świętej relikwi rodu, zapewniającej płodność i dostatek jego członków
spowodowała upadek?
Cedryk był surowym mężem, potężnym i silnym, oschłym i wymagającym
rycerzem. Małemu Richardowi jawił się jako posągowa postać, półbóg,
któremu posłuszny był nawet ojciec Richarda. Straszny w gniewie,
gwałtowny w miłości, despotyczny, a czasem wręcz okrutny dla
najbliższych, choć kierowały nim dobre chęci Very Happy
„Nie szlochaj chłopcze, na Sigmara, masz już prawie osiem lat! Ten
pies jest stary i ślepy, do niczego się nie nadaje. Skróć mu cierpienia
i zabij. Nie becz jak baba! Podnieś miecz wyżej i uderz w łeb. Jeśli nie włożysz w to siły, będziesz musiał poprawić cięcie. Powiedziałem, wyżej miecz!”
Hrabia Cedryk von Falkenstein zginął na polowaniu w rok po tym jak
z dwoma synami i setką wiernych ludzi wybudował na wygnaniu w
Księstwach Granicznych nową, jakże lichą w porównaniu z zamkiem
Falkenstein, siedzibę – Fallheim. Ciało hrabiego zostało zmasakrowane
przez dzika i nawet najbliżsi nie oglądali jego lica po śmierci…
MATKA
Elwira z domu Jordensen
Bardzo piękna, ale oschła, egoistyczna kobieta, która nie dotknęła
syna od momentu urodzenia. Poród był trudny i bolesny, przedwczesny.
Piastunki wzdrygały się, kiedy rodząca zaczęła, pomiędzy jękami,
przeklinać przychodzące na świat dziecko za ból jaki jej sprawia.
Richard ledwo przeżył. Elwira szybko wróciła do zdrowia, uciekła od
wstrętnego jej teścia i nudnego męża do swoich szlachetnie urodzonych
towarzyszek na dworze Nuln i zalotnych minstreli. Kiedy ród von
Falkensteinów został wyklęty, a było to w siedem lat po urodzeniu
Richarda, Elwira wróciła do swych rodzinnych stron kwestionując
małżeństwo i potwierdzając wszystkie kalumnie Teogonisty pod adresem
rodu jej męża.
„Nie pójdę do tego chłopaka. Lada dzień to chuchro umrze; jeśli
będę go odwiedzała, to będę przez to płakać. Okropnie wyglądam z
zaczerwienionymi oczami!”
OJCIEC
Friedrik von Falkenstein
Najmłodszy syn hrabiego Cedryka, ze swoim starszym bratem Rajmundem
(niedoszłym kapłanem Sigmara) udał się z ojcem na banicję. Towarzyszył
mu jedyny syn Richard.
Friedrik kształcił się w Nuln w Akademi Artyleryjskiej, łamał niewieście serca, układał poezję
i pojedynkował się bez opamiętania. Kiedy najstarszy syn Cedryka,
Arnold, zginął w Kislevie, Friedrik wrócił do Falkenstein i wkrótce
pojął za żonę Elwirę von Jordensen, narzeczoną Arnolda. Z powodu
śmierci Arnolda, nowicjatu Rajmunda i zaginięcia Bertolda - drugiego
pod względem starszeństwa syna hrabiego (podobno to on w drugim
pokoleniu stał się ofiarą sylvańskiej klątwy), to Friedrik miał
odziedziczyć Falkenstein. Małżeństwo z Elwirą zostało zaaranżowane
przez rodziców obojga młodych, łączyło dwa wielkie rody Wissenlandu i
Sudenlandu. Związek nie był udany, faktycznie skończył się po urodzeniu
Richarda, choć oficjalnie małżeństwo rozpadło się dopiero w momencie
banicji Falkensteinów. Friedrik wolał chędożyć służki kuchenne niż
zimną i cyniczną Elwirę. Początkowo chorowitym, jąkającym się synem,
Friedrik zajmował się od przypadku do przypadku. Kiedy okazało się, że
Richard jednak nie umrze i wyjdzie z okresu dziecięcego, Friedrik
postanowił odpracować utracony czas i zrobić z syna kogoś wybitnego,
przyszłego spadkobiercę rodu. Naukę rzemiosła rycerskiego pozostawił
hrabiemu, sam najmując Richardowi preceptorów języków, retoryki, poezji
i tańca. Młody chłopiec spędzał więcej czasu z nauczycielami i
piastunami czy dziadkiem niż z własnym ojcem.
A potem nadeszła banicja. Zawsze lojalny wobec ojca Rajmund
dołączył do hrabiego i dwóch braci towarzyszyło Falkensteinowi na
wygnaniu w Księstwach Granicznych. Walki z bandytami, orkami, pogodą i
nieurodzajną ziemią srodze odcisnęły się na wszystkich członkach rodu.
Najpierw na polowaniu zginął hrabia, dwa lata później gruźlica zabiła
Friedrika. Głową rodu został Rajmund, wuj Richarda, który przez kolejne
lata był mu bliższy niż rodzony ojciec.
WUJ
Rajmund von Falkenstein
Cichy, pogodny, niekonfliktowy i wiecznie zamyślony Rajmund był
trzecim synem hrabiego Cedryka. Idealnie nadawał się do roli, jaką
wyznaczył mu ojciec, świadomy potęgi i wpływów Kościoła Sigmara – do
kapłaństwa. Uczelnia teologiczna w stołecznym Altdorfie, a z czasem
wysokie stanowisko w hierarchii świątynnej Nuln – taki miał być los
Rajmunda, który został przyjęty przez niego ze spokojem, może nawet
akceptacją. Nowicjusz dobrze sobie radził w stolicy, zdobył świecenia,
a potem tytuł prezbitera. Wszystko to przerwała infamia rodu i banicja
ojca. Mimo że Rajmund mógł zostać pod skrzydłami kościoła, wybrał
lojalność i wypowiedział posłuszeństwo Teogoniście. Bez scen i
dramatyzmu, napisawszy kilka listów spokojnie opuścił Altdorf. Hrabia
Cedryk wypominał mu to później, choć zapewne był dumny z wiernego syna.
Rajmund ze spokojem przyjął wygnanie. Bez narzekań zakasał rękawy
i wziął się do budowy Fallheim. Po śmierci ojca i brata przejął władzę
w grodzie i ożeniwszy się z lokalną szlachcianką zaadoptował Richarda.
Wpajał młodzieńcowi cnoty takie jak cierpliwość, sprawiedliwość i
sumienność. Za odłożone pieniądze wysłał Richarda do Tileii, na
Uniwersytet Nauk Wyzwolonych w Miragliano. Kiedy srogie czasy nastały w
Księstwach Granicznych i hordy nieumarłych ruszyły ze Złoziemi, Rajmund
przetrzymał to. Kiedy Fallheim spłonął – odbudował gród. Zginął od
miecza swojego kapitana straży, zdrajcy, który sprzedał Fallheim
łupieżczej bandzie najemników w Imperium.
Kiedy Richard wrócił z Tilei, zaniepokojony brakiem listów od
wuja, zastał w Fallheim nowego, udzielnego władcę. Rok zajęło mu
zabicie wszystkich, których uważał za winnych śmierci jedynego
człowieka, którego kochał i odebranie mu dziedzictwa.
MENTOR
Gaspar Paolo Bonetti
Kiedy rodzinna klątwa uniemożliwiła Richardowi kontynuację kształcenia na uniwersytecie w Miragliano, młodzieniec znalazł sobie innego nauczyciela. Był nim
Maestro Bonetii, niegdyś słynny zwadźca i zawodowy zabójca z Sartossy,
postrach dożów, obecnie umierający na syfilis, samotny i smutny
człowiek. Richardowi zaimponował na ulicy, kiedy stanął w obronie
wieśniaczki zaczepianej przez trzech podchmielonych żołdaków. Szybkość,
śmiertelna skuteczność w pogardzie mająca tileański styl walki,
absurdalność całej sytuacji, a na końcu lęk w oczach ludzi.
Bonetti przyjął zainteresowanie Richarda najpierw z obojętnością, potem
z zainteresowaniem. Na skraju śmierci starzec przekazał
młodzieńcowi wszystko co potrafił, czym był. Początkowo Richard miał
spisać wspomnienia Gaspara, potem ćwiczył pod jego okiem rzucanie
nożami, strzelanie z kuszy, walkę stiletto, brudne sztuczki w
szermierce. Nauka skończyła się po półtora roku, kiedy pewnego ranka
Gaspar się już nie obudził.
„Drogi chłopcze… Czy wiesz dlaczego jestem taki dobry w zabijaniu?
Doświadczenie, umiejętności, brak moralności... Hmm, to ważne, na pewno
ale nie najistotniejsze, uwierz mi. Wciąż żyję, wciąż zabijam, ponieważ
nie boję się umrzeć. Śmierć mi jest obojętna. Więcej nawet, wydaje mi
się że nieustannie jej szukam, już od dawna. Mniejsza o przyczyny, to
nie na dzisiejszą opowieść. Liczy się to, że nie ma we mnie strachu,
wahania, rozterek, opóźnienia, zastanowienia, refleksji. To chyba ta
tajemnica - banał. Uważaj na ludzi, którym jest już wszystko jedno. Ci,
którzy mają po co żyć, za wiele o tym myślą w chwili gdy wszystko się
decyduje.”
Ojciec
Należy do „nowobogackiej” szlachty która wzbogaciła się
wykorzystując zabór Kislevu. Jako że któryś z protoplatów rodu Schulz),
był jednym z imperialnych dowódców którzy dokanali inwazji na Kislev,
posiadał duży majątek w już zdominowanym przez chaos kislevie. Jako że
rodzinna tradycja zobowiązuje ojciec także był wysokiej rangi oficerem
w Armii Północ , dowodzaćym paroma kislevskimi dywizjami. Ojciec był
strasznym okrutnikiem. Lubował sie w przesadnej dyscypline, dla swoich
podwaładnych był zmorą i przekleństwem. Wielokrotnie kazał karać batem
a nawet rozczeliwać kislevskich żołnierzy za byle przewinienie.
Potrafił godzinami a nawet dniami musztrować całe dywizje. Wykładał w
Imperialnej Szkole Rycerskiej, ale został z niej usunięty po tym jak
przyłożył synowi gubernatora w twarz za to że nie kazał on rozczelać
żołnierza za kradzież żywności (panował olbrzymi głód). Wielokrotnie
kierował wyprawami karnymi w całym Kislevie, zabijając tysiące
niewinnych ludzi. Nazwisko Shulz wbudzało strach i gorozę na północnej
krańcu imperium. Należał do organizacji Sigmara Nauczyciela, była to
elita kościoła, armii, i arystokracji która wzięłą sobie za cel
krzewienie kultury „imperialnej”, a w szczególności religi Sigmara.
Była to organizacja pachnąca inkwizycją, jej członkowie elita włądzy
lubowoli się w krwawych ludobójstwachi torturach. Plac przed okazałym
pałacem Sigamara nauczyciela, ludnośc Kisleva zaczęła nazywać placem
czerwony, zewzględu na organizowane tam rzezie inowierców i buntowników
przeprowadzane przed wysokim trybunałem Sigmara.
Matka
Było to jedna z dworzanek dziadka, która zawsze podobała się Ojcu.
Tylko jej nigdy nie okazał wrogości ani nigdy nie uderzył. Jednak
zewzględów politycznych musiał orzenić sie z którąś z dalekich, bardzo
dalekich krewnych Imperatora. Jednak owa arystokratka nigdy nie powiła
mu Syna, jedynie takie same puste i niewychowane córki (na kopię
matki). Ojciec zdesperowany i zakochany zdradzał swoją żone i tak
zaczęła się moje życie. Matka miała w sobie trochę kislevskiej krwi,
może dlatego byłą tak piękna. Miała złote serce, ale nawet jej nie
udało się odwrócić Ojca od swoich widzimi się, oraz co gorsza krwawych
upodobań. Dobrze wychowana, a przedewszystkim ludzka często sprzeczała
się z Ojcem doprowadzając go do ukrutej furii którą wyłądowywał na
swojej prwdziwej żonie i córkach(córki bardzo rzadko chodziły na bale i
bankiety zewzgędu na since). Całe swoje życie spędziła w Pałacach, mimo
to była ukachaną Panią chłopstwa i służocych z którymi rozmawiała
czasami słuchałą skarg co było dla nich olbrzymim zaskoczeniem i
wyróżnieniem w porównaniu do całej krwawej aparatury systemu.
Matka: Greta Gewehr
Pochodzi z bogatego mieszczaństwa Nuln. Od urodzenia mieszka w
Nuln, wychowywała się w luksusie i zbytku. Jej dom rodzinny jest znany
jako posiadłość jednego ze znaczniej usytułowanych kupców. Przez całe
swoje życie nie musiała pracować. Jej jedynymi zmartwieniami był wybór
sukni na kolejny z wystawny bal. W młodości jej celem, zresztą jak i
jej przyjaciółek, było usidlenie jakiegoś bogatego i wpływowego
szlachcica. Cel ten osiągnęła wychodząc za Ludwika von Schwert. Z
czasem spotkania z przyjaciółkami oraz coraz częściej nieobecny mąż nie
wystarczały Grecie. Jakiś odświeżający jej nudne życie romans był tylko
kwestią czasu. Tak właśnie doszło do namiętnego, choć krótkiego romansu
z kupcem z dalekiego południa, Johanem Felsen. Owocem tego romansu był
nieślubny syn Thobias.
- Oh… kochanie ślicznie Ci w tej nowej sukni, teraz na pewno
usidlisz von Petera. Nie oprze Ci się. Ah, cóż bym dała aby z powrotem
móc uwodzić, kochać i być kochaną. Ludwika wciąż nie ma. Mam dość tego
pustego domostwa. Ojciec ciągle w rozjazdach, gdyby nie ty moja kochana
Julio byłabym sama w tym przeklętym mieście.
- …Mówię Ci on jest cudowny, przystojny, wysoki i te cudowne oczy,
mogłabym w nie patrzeć całymi dniami… Ludwik? A powiedz mi gdzie on
jest??!! Nigdy gonie ma! Jestem tylko jego wizytówką, mam tylko ładnie
wyglądać na bankietach wojskowych. On nic nie widzi poza ta swoją
cholerna Akademią!
- …Na Sigmara! Co ja teraz zrobię? Jeżeli ktoś się dowie będzie
skandal! On mnie zamknie w lochu albo jeszcze gorzej. Johanie! Ludwik
wraca za miesiąc, udało mi się na razie ukryć naszą tajemnicę ale teraz
wracają jego zaufani adiutanci. Na pewno mu powiedzą. Musisz się nim
zaopiekować Johanie!
Tak na szybko :
Ojciec handlował z południowymi królestwami między innymi materiałami wybuchowymi i bronią.
Oddał młodego Thobiasa na nauki do jednego z profesorów który niegdyś uczył w Akademii w Nuln. Profesor zajmował się ogólna fizyką ale również hobbystycznie rusznikarstwem.
http://www.expertvillage.com/player.swf?flv=role-playing-reasons
Rewelacyjna sprawa z tymi filmikami. Takiego podstawowego wprowadzenia w RPG nie spotkałem w Polsce. Są co prawda strony w których jest dział "co to jest RPG" gdzie jest to wytłumaczone, ale chyba sami przyznacie że to za mało.
Nie ma to jak miły facet który gada do Ciebie z ekranu w ciekawy sposób i wprowadza Cię w arkana RPG zupełnie jakby to był twój kumpel który opowiada Ci o grze podczas przerwy międzylekcyjnej.
Ach! Aż mi się łezka zakręciła na wspomnienie tego jak brat starał mi się wytłumaczyć w co on tam takiego gra. Nie skumałem do czasu jak sam nie zagrałem.
Jestem Ciekaw kto i jak próbował wam wytłumaczyć czym jest RPG. Jeśli macie jakaś ciekawą historię na ten temat proszę podzielcie się nią w komentarzach.