Ostatnio sporo eksperymentuje z wpływaniem bardziej na graczy niż na ich postacie. Problem wyraźnie widać w momencie gdy chcemy wprowadzić klimat grozy. Choćbym nie wiem jak opisał daną sytuację dla postaci to gracz wie że to tylko gra, postać i słowa. Klimat jest ale grozy nie ma.
Nie mówię że od razu trzeba straszyć graczy ale generalnie do tego by się to sprowadzało. Jeśli chcemy aby postać się bała to wystraszmy najpierw gracza. Stąd pomysły w Portalu aby trzaskać podręcznikiem o stół. Gracze podskakują w wygodnych fotelach a i strach emocja udziela się postaci. I o to chodzi.
No ale konkret. Ostatnio postacie moich graczy trafili na paskudny teren spaczony chaosem. Nie chciałem ich mutować bo to już tyle razy było ale chciałem aby odczuwali lęk i obawę przed tym miejscem. Chciałem aby działali ostrożnie. I mogę opisywać na potęgę wynaturzone rośliny i pokrzywionych przeciwników a ich to nie rusza. Dlatego postanowiłem oddziaływać na graczy a nie na postacie.
Najpierw do reki wziąłem podręcznik "Księga spaczenia" ze słowami: "Każdy z was przebywa na tych ziemiach już od dłuższego czasu. Chyba nie spodziewacie się że potęgi Chaosu pozwolą wam się tutaj po prostu włóczyć i psuć ich latami snute plany nie karząc was za to. Niech każdy rzuci k1000" Każdy zorientowany gracz (a ja mam samych takich) wie że jedyna tabelka w której rzuca się k1000 to tabela mutacji. Oni, Gracze widzą jak szukam opisu mutacji którą wylosowali. Rozkładają ręce i szykują się do negocjacji ze mną. Ja ze spokojem opisuje każdą jedną mutację. Zaczynam od opisu z podręcznika a potem przechodzę do postaci i opisuje jak ona to przeżywa.
To jest bardzo ważne aby wziąć podręcznik do ręki. Wylosować i odczytać wynik oraz przeczytać opis z podręcznika. W ten sposób oddziałujemy na gracza. Gracz odczuwa właściwe dla tego momentu emocje: frustrację, złość, bezradność, bezsens i grozę. Te emocje chcemy jak najszybciej przenieść na postać. Uczulam na ten fragment tricku. Może nie być prosto.
U mnie gracz będąc w górach wylosował mutacje "Rybi ogon" - jego nogi się zrosły i został "syrenką". od razu podniósł się raban i śmiechy innych graczy. Tamtych ignoruj a gracza poproś o odgrywanie. Przenieś sytuację na postać. Zacznij opisywać co się z nią dzieje. Pytaj co robi gracz. Powtarzaj jak mantra "odegraj to".
- Skóra twoich nóg topi się i zlewa. Odegraj to. Kości łamią się w niezliczonej ilości miejsc. Odegraj to. Skóra robi się porowata a potem pojawiają się łuski. Co robisz? Zmienia kolor i pokrywa się śluzem. Odegraj to.
Tymczasem zupełnie ignoruj argumenty typu: "Co za bezsens. Jak to możliwe że taką mutację w górach dostaje. Co to za mutacja. Mogę losować jeszcze raz. Kuźwa jak ... co ... inni będą mnie nieśli czy co? Jak ja będę grał". Polecam zdania: "Rozumiem twój gniew, jest uzasadniony. Przejdziemy do tego ale na razie odegrajmy to. Krzyczysz i wzywasz pomocy czy próbujesz sztyletem rozciąć zrastające się nogi?"
Nie powinno to trwać więcej niż 2-3 min na jednego z graczy. Na pewno będą wiercić się w fotelach, sprawdzać kartę postaci czy nie mają czym się obronić. Zastanawiać się czy jak wydadzą PP to czy cofnie się mutacja. Będą podekscytowani. Niektórzy będą krzyczeć odgrywając postać. Inni będą wykonywać ruchy jak by odcinali fragment swojego ciała wyimaginowanym sztyletem.
To dobry moment aby im powiedzieć, że to sen. Zły sen o złych rzeczach które mogą się stać na tych ziemiach jeśli nadal będą nieostrożnie się tutaj włóczyć.
najważniejsze w tym triku to wziąć podręcznik i wykulać mutację. To daje wrażenie autentyczności i nieuchronności. Dzięki temu gracze pomyślą że nie ściemniasz.
Jeśli jednak twoi gracze są naprawdę zaawansowani to jest wersja dla hardcorowców gdzie w ruch idzie gumka do mazania, zmiana statystyk, umiejętności a nawet część scenariusza jest realizowana. Wszystko po to aby gracze (nie ich postaci) uwierzyły, że to się dzieje naprawdę.