Podczas relacji z Copeniconu wspomniałem o tym że udało mi się zagrać. Grałem wtedy właśnie w Legendę. Było bardzo sympatycznie. Nie było ani jednaj walki. Była to za to zagadka, gierki towarzyskie, rywalizacja pomiędzy klanami no i cała intryga która była dość... no cóż... nie była mroczna jeśli o to chodzi.
Grałem starym samurajem który już wkrótce miał zakończyć swoją karierę. Bardzo dramatyczna postać poniewarz była nieszczęśliwie zakochana w swojej Daymio. On był jej samurajem a ona głową rodziny (wdową). On wiedział i ona wiedziała ale nigdy nie mogli ujawnić swoich uczuć - tym bardziej przed samym sobą.
Grę zaczęliśmy od sytuacji w której "moja Pani" wydała mi polecenie znalezienia sobie żony. Rozmowy z moją Panią było bardzo napięte i dramatyczne.
