Ciąg dalszy nad rozważaniami dotyczącymi aktorstwa w RPG. Seji podał bardzo ciekawe zdanie: "RPG istnieje bez aktorstwa". Nieco bym to zmienił na: "Istnieje RPG bez aktorstwa" co zmienia sens zdania ale za to bardziej pasuje do mojego rpg.
Jestem aktorem.
Na sesjach wciągam się w postać i odgrywam. Moduluje głos, robię miny, gestykuluje. Wstaje, macham rękoma i wywijam nogami. Nie robię tego jednak cały czas. Ba! Myślę, że gram aktorsko tak przez 10-20% sesji. Reszta to "tnę go", "idę tam", "mówię mu że ma spadać", "zastraszam", "przeszukuje" itd. Zasadniczo dobre, kluczowe, fajne sceny odgrywam aktorstwo. Reszta to zwykła gra. I podoba mi się. Bardzo lubię te sceny aktorskie i podoba mi się że wcielam się w inna postać do tego stopnia.
Z drugiej strony boję się aktorów. To irracjonalny niczym konkretnym nieuzasadniony strach przed osobą która potrafi i faktycznie wczuwa się na maxa w postać. Która cały czas na 100% jest kimś kim nie jest. Znam kilku aktorów (mniej lub bardziej zawodowych) ale żadnego który grywa w rpg. Może wy znacie i opowiecie jak było?
Bałbym się gracza który gra aktorsko cały scenariusz. Trąci mi to schizofrenią. To jak lęk przed klaunem. Wiem wiem - śmieszne. Pewnie przez pierwsze 30 było by super. Po 2-3h zaczął bym się zastanawiać a po 6-8h bym się bał. A co jeśli jego postać oszaleje? Jeśli jego postać ogarnie żądza krwi? A co jeśli to kobieta która aktorsko zakocha się w mojej postaci?!?
Zobaczcie kolejną porcję aktorskich prób jakie udało mi się zarejestrować podczas konkursu aktorskiego na FanFeście
