Ze strachem analizowałem spadającą częstotliwość sesji i obserwowałem znajomych mówiących: "wiesz... to rpg już mnie nie bawi", albo "ach... już nawet nie pamiętam kiedy ostatnio byłem na sesji" oraz "wiesz... mam teraz dziewczynę i ona jest w ciąży, zatrudniłem się w makdonaldzie, przeprowadziłem się i mam remont i net mi odcięli, zalało nas, jestem chory i nie mam już siły i czasu na granie".
Generalnie sprowadza się to często do:
- dziewczyna, narzeczona, żona
- praca, pieniądze
- czas (jego brak)
- i jakaś taka psychologiczna quasi dojrzałość
Jestem właścicielem małej agencji reklamowej. Pracy jest sporo. Jest dość nieregularna. Ogromną zaletą bycia właścicielem firmy jest to, że nikt nie każe mi zostać w firmie o coś robić. Mogę naginać swój kalendarz i względnie dowolnie operować swoim czasem. Dzięki temu znajduję czas na sesję. Kwestia odpowiedniego zaplanowania. Zdarza się jednak że "coś mi wypadnie" - ale komu się to nie zdarza?
Brak czasu? Myślę że to kwestia priorytetów. RPG jest dla mnie bardzo ważne. Nie tylko jako forma rozrywki, relaksu i odprężenia. Ale również jako dobry trening umiejętności interpersonalnych, aktorskich, negocjacji (przydatnych w biznesie) a przede wszystkim trening kreatywności (narzędzie mojej pracy).
Na koniec zostawiłem sobie coś co nazwałem "quasi dojrzałość". Dziwna to rzecz że człowiek nagle stwierdza, że coś co robił przez wiele lat tak na prawdę nie ma wartości. Twierdzi, że teraz jest inaczej bo jest dorosły, dojrzały i odpowiedzialny. Zupełnie jak by był jakimś mutantem który przechodził jakieś metamorfozy. Jednego dnia jest glizdą a drugiego motylem. Ja tam wole zachować ciągłość swojej osobowości.
Gram z różna częstotliwością. Czasami jest to 1-2 na miesiąc a czasami 2-3 razy na tydzień. Zwykle kampanię. Zwykle ostatnio gram choć kiedyś bywało że raczej prowadziłem.